Tytuł może nieco mylić, bo bardziej skupię się na Śląsku Opolskim, o Górnym Śląsku jedynie wspomnę. Zacznę jednak od jednego z ważnych miast górnośląskich – od Gliwic, które przed II wojną światową były miastem niemieckim. Wszak pamiętamy wszyscy prowokację gliwicką z 31 sierpnia 1939 r. – napaść Niemców przebranych w polskie mundury na niemiecką radiostację w Gliwicach, która stała się pretekstem do ataku na Polskę.
Na Opolszczyźnie z kolei już w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku można było zauważyć dobrze uprawione pola, ale zaskakiwał natomiast widok najwyraźniej dopiero oczekującej na renowację ze zniszczeń wojennych części starówki Nysy (katedry i sąsiadujących z nią zabudowań). Ciekawą miejscowością Opolszczyzny jest Grodków, gdzie urodził się Józef Elsner, nauczyciel Fryderyka Chopina i założyciel pierwszej uczelni muzycznej w Warszawie.
Inny charakterystyczny ludnościowy aspekt Opolszczyzny można było zobaczyć dopiero wiele lat później. Przejeżdżając autem przez niektóre tamtejsze miejscowości, niespodziewanie można było dostrzec ich niemieckojęzyczne nazwy, obok polskich, na szyldach drogowych. W centrum jednej z tych miejscowości znajdował się kompleks charakterystycznych betonowych krzyży i napisów w języku niemieckim upamiętniających miejscowych mieszkańców poległych podczas ostatnich wojen.
Nad Jeziorem Turawskim (Opolszczyzna) często słyszało się śpiewających weekendowiczów. Z głębi serca śpiewali oni w charakterystycznej śląskiej tonacji znaną pieśń „Już zachodzi czerwone słoneczko za las kalinowy” – oczywisty symbol Powstań Śląskich.
Miasto Brzeg urzeka zwłaszcza wymową dekoracji rzeźbiarskiej zdobiącej elewację budynku bramnego tamtejszego Zamku Piastowskiego. Trzeba też wspomnieć o zabytkowych obiektach w Otmuchowie i murach obronnych w Paczkowie.
Nie można też nie wspomnieć bodaj o najważniejszym sanktuarium Opolszczyzny – Górze Św. Anny.
Wspomniałem na początku artykułu o dobrej gospodarce rolnej Opolszczyzny. Te tradycje jednak tam nie zaginęło. Od jednego z moich Przyjaciół dowiedziałem się, że w przeciwieństwie do innych regionów Polski nie zniszczono, nie zaorano tam ziemi dawnych PGR-ów. Ich byli dyrektorzy przejęli te gospodarstwa na własność. Zawsze to lepsze niż likwidacja.
Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o wspaniałym wykładowcy Uniwersytetu Opolskiego, Doktorze Dariuszu Ratajczaku, najpierw zaszczutym przez michnikową „Gazetę Żydowską” czyli „GóWno Prawda”, a potem zamordowanym w dziwnych okolicznościach. Ubolewam nad tym, że niewiele mogę, bo chętnie bym legalnymi, prawnymi metodami z niekłamaną rozkoszą i przyjemnością zleceniodawców i sprawców tego mordu (bardziej jednak zleceniodawców) doprowadził na szubienicę, a podżegaczy do tej zbrodni z michnikowej szczujni do wyroku bezwzględnego dożywocia w zakładzie karnym o regulaminie najsurowszym z możliwych!
Żeby zakończyć ten tekst jednak nieco pogodniej, stwierdzę, że moim marzeniem jest zobaczenie Opola, w którym nigdy dotychczas nie byłem.
Jacek Łukasik
8 lipca 2025
- Zaloguj się lub Zarejestruj by móc dodać komentarz
