Władysław Filar, Przebraże bastion polskiej samoobrony na Wołyniu, Warszawa 2007, ss.133, 13 nlb - recenzja
W 2007 r. Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej i Oficyna Wydawnicza RYTM wydały w Warszawie książkę Władysława Filara Przebraże bastion polskiej samooobrony na Wołyniu.
Jest to niewątpliwie pozycja z wszech miar potrzebna na polskim rynku wydawniczym. Książka ta należy do serii wydawniczej „Biblioteka Armii Krajowej”. Nie ma bowiem zbyt wielu pozycji mówiących o zbrodniach Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińskiej Powstańczej Armii popełnionych na ludności polskiej zamieszkującej Wołyń oraz inne obszary Kresów Wschodnich byłej II Rzeczpospolitej Polskiej.
Za niezwykły atut omawianego dzieła można uznać okoliczność, że autor opowieści o Przebrażu, nigdy nie pokonanym przez Ukraińców to były mieszkaniec Wołynia, żołnierz 27 Dywizji Piechoty Armii Krajowej, historyk i profesor. Doprawdy, bardzo trudno o lepszego autora!
Z powodu tego prostego faktu, że Przebraże było zwycięskie, nie poznamy czytając omawianą książkę skali bezprzykładnych okrucieństw OUN – UPA wobec Polaków. Aby poznać je w pełni, trzeba koniecznie sięgnąć po inne pozycje, np. Andrzej Żupański, Tragiczne wydarzenia za Bugiem i Sanem przed ponad sześćdziesięciu laty.
Autor zaczyna od opisu sytuacji na Wołyniu w okresie międzywojennym ze szczególnym uwzględnieniem skomplikowanych stosunków narodowościowych na omawianym obszarze. Dowiadujemy się z tego rozdziału wiele też o podziale administracyjnym Kresów Wschodnich II RP.
Kolejny rozdział dotyczy okresu okupacji sowieckiej po 17 września 1939 r., kiedy to Armia Czerwona wkroczyła na Kresy Wschodnie II RP. Autor książki nie przemilcza licznych przypadków radosnego witania czerwonoarmistów przez Ukraińców tworzących Komitety Rewolucyjne, które budowały triumfalne bramy na cześć wkraczających wojsk sowieckich. Wynikało to również z podjudzającej sowieckiej propagandy. Odezwy i ulotki wzywające ludność ukraińską do skierowania broni przeciwko „wrogom ludu” niestety trafiły na podatny grunt. Przez Wołyń przeszła fala gwałtów, rozbojów i mordów skierowanych przeciwko wyższym urzędnikom państwowym, oficerom, sędziom i prokuratorom, funkcjonariuszom policji, działaczom politycznym i społecznym, ziemianom i osadnikom. Ukraińcy rozbrajali polskich żołnierzy i policję, zabijali Polaków – uciekinierów z centralnej Polski. Przed sowiecką policją polityczną NKWD trudno było się ukryć żołnierzowi, policjantowi, działaczowi społecznemu, bo aktywiści spośród miejscowej ludności ukraińskiej wyłapywali ich i oddawali siepaczom. W wyżej wymienionych komitetach rewolucyjnych znajdowało się wielu Ukraińców o poglądach komunistycznych i nacjonalistycznych, a także zwykłych kryminalistów lub ludzi, którzy chcieli najzwyczajniej załatwić jakieś swoje osobiste porachunki. Ukraińcy denuncjowali Polaków u władz sowieckich. Sowieci dzięki miejscowym Ukraińcom – licznym konfidentom stworzyli rozbudowaną sieć inwigilacji ludności polskiej. Ukraińcy odegrali też doniosłą rolę w przygotowaniu list Polaków do deportacji na Wschód.
Kolejną partię swej książki Władysław Filar poświęcił omówieniu stosunków, jakie zapanowały na Wołyniu pod okupacją niemiecką. Zbyt mało miejsca w niniejszej recenzji, by omawiać wszystkie związane z tym zagadnienia. Należy wspomnieć tylko, że na Kresach Wschodnich byłej II RP działała całkowicie podporządkowana Niemcom administracja ukraińska i policja ukraińska w służbie niemieckiej. Okupanci niemieccy wyraźnie faworyzowali Ukraińców kosztem Polaków. Polacy stanowili 90% wywożonych na roboty przymusowe do Niemiec (często ojcowie – jedyni żywiciele rodzin i matki małych dzieci). Niemcy dokonywali pacyfikacji licznych polskich wsi. Policja ukraińska uczestniczyła, a niekiedy przeważała w tych niechlubnych akcjach liczebnie. Policja ta dostała od Niemców prawo by zatrzymywać i zabijać Polaków przybyłych z innych terenów Kresów Wschodnich, np. w ciągu czterech dni zastrzeliła 12 Polaków, w tym kolejarzy, którzy przybyli ze Lwowa po chleb.
Aby zachęcić do sięgnięcia po omawianą pozycję i jej przeczytania dalszą część książki pozwolę sobie omówić bardziej ogólnie. Na ogół przyjmujemy jako główną datę rzezi wołyńskiej krwawą niedzielę – 11 lipca 1943 r. Data ta jednak stanowi tylko apogeum omawianej zbrodni, a nie jej początek. W rzeczywistości pod wpływem propagandy OUN antypolskie wystąpienia ukraińskich nacjonalistów zaczęły się już w 1942 r. Początkowo były one skierowane przeciwko Polakom zatrudnionym w administracji rolnej i leśnej. Mnożyły się zabójstwa pojedynczych osób i ich rodzin, ale coraz częściej dochodziło też do mordów masowych. Pierwszej masowej zbrodni dokonano w kolonii Obórki, gmina Kołki, powiat Łuck. Policja ukraińska zamordowała wtedy 37 osób (w tym jedną Ukrainkę i jedną Żydówkę). Eksterminację ludności polskiej zapoczątkowała jednak rzeź mieszkańców polskiej kolonii Parośla, gmina Antonówka powiat Sarny w dniu 9 II 1943 r. Zamordowano tam 149 Polaków (bez różnicy płci i wieku) oraz 6 przebywających tam Rosjan. Nie będę tu, jak napisałem powyżej omawiał wszystkich akcji ukraińskich nacjonalistów przeciwko Polakom przeprowadzonych w 1943 r. Co najgorsze, w tych dokonywanych z bezprzykładnym bestialstwem i okrucieństwem mordach uczestniczyli ukraińscy sąsiedzi Polaków.
Po ochłonięciu z pierwszego straszliwego wrażenia, jakie te akcje wywołały zaczęto samorzutnie, oddolnie w polskich zagrożonych wsiach i osadach tworzyć placówki samoobrony. Pierwsze formy tej samoobrony polegały na organizowaniu punktów obserwacyjnych, nocnych dyżurów, patroli i straży, które miały zadanie ostrzegać mieszkańców o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Mieszkańcy wsi budowali podziemne kryjówki, gdzie chronili się w razie niebezpieczeństwa. Z początku była to samoobrona bierna – jej uczestnicy nie posiadali broni palnej. Mieli tylko podręczne przedmioty służące do osobistej obrony. Często polskich wsi broniły oddziały partyzantki sowieckiej, które jednocześnie werbowały młodych Polaków. W dzisiejszej atmosferze powszechnej, zadekretowanej odgórnie rusofobii warto to przypomnieć, że Polacy często tym oddziałom zawdzięczali życie i ocalenie przed śmiercią w niewyobrażalnych męczarniach. W 1943 r. na Wołyniu powstało ponad 100 placówek i ośrodków samoobrony.
Autor książki przechodząc od ogółu do szczegółu poświęcił prawie 3 strony druku opisowi sołectwa Przebraże w okresie międzywojennym. Następnie przedstawił początki samoobrony w Przebrażu. Opisał także ważniejsze starcia polskiej samoobrony w Przebrażu z sotniami UPA, które zostały zwycięsko odparte, a trzeba wspomnieć, że UPA podjęła próbę likwidacji polskiej samoobrony Przebraża. Autor nie zapomniał o przybliżeniu nam struktury organizacyjnej samoobrony oraz podaniu personaliów jej dowódców i żołnierzy. Nie ograniczył się do opisu sił zbrojnych samoobrony, ale stosunkowo wiele miejsca poświęcił służbie zdrowia. Akcje UPA przeciwko samoobronie Przebraża zostały zwycięsko odparte, w jednym przypadku przy czynnym wsparciu partyzantki radzieckiej.
Czytając książkę nie sposób nie stwierdzić wielkiego obiektywizmu autora, który stwierdził, że samoobrona Przebraża była możliwa także dzięki załatwieniu u Niemców zgody na wydanie broni i wykorzystaniu słabości niektórych z nich do dóbr materialnych.
Autor opowiedział także o wyprawach obrońców Przebraża na bazy UPA. Najsłynniejszy był atak na bazę UPA w Trościańcu.
Książka wzbudza sympatię do obrońców Przebraża, którzy powiedzieli do przerażonej cywilnej ludności ukraińskiej: My kobiet, dzieci i starców nie zabijamy. Obrońcy Przebraża natomiast nie ukrywali wcale, że nie mają w ogóle litości dla bandytów z UPA. Nie zwalczano także programowo wszystkich Ukraińców. Niezainfekowanej wirusem banderyzmu ludności ukraińskiej wsi Jezioro pozwolono w jakiejś mierze skorzystać z pozostałych po akcji żniwnej, opisanej w książce niesprzątniętych z pól plonów.
Do Przebraża pierwsze oddziały sowieckie dotarły już 2 II 1944 i trzeba przyznać, że wobec polskiej samoobrony zachowywały się poprawnie. Sytuacja zmieniła, gdy z nowymi oddziałami Armii Czerwonej przybyło chazarskie NKWD. Rozpoczęto rozbrajanie polskich oddziałów partyzanckich i placówek samoobrony. Nastąpiły też liczne aresztowania członków konspiracji. Wielu dowódców placówek samoobrony rozstrzelano. Ogłoszono mobilizację mężczyzn w wieku 17 – 55 lat do Armii Czerwonej. Poborowych wywożono transportami na wschód. Jednak na terenie Łucka i Równego ochotniczy zaciąg prowadzili oficerowie 1 Armii generała Zygmunta Berlinga. Wielu Polaków, także niektórzy dowódcy samoobrony Przebraża skorzystało z tego, aby tylko uniknąć wcielenia do Armii Czerwonej.
Wymownym epilogiem książki jest Aneks nr 1 „Los Przebrażaka” autorstwa
Adama Kownackiego, kapitana pilota w stanie spoczynku.
Walorem wydawniczym książki są także liczne fotografie członków samoobrony Przebraża, mapa „Szkic linii obronnych 2 Kompanii AK Przebraże, rok 1943 – 1944”, bibliografia selektywna oraz indeks nazwisk i pseudonimów.
Reasumując – mamy do czynienia z bardzo potrzebną pozycją na rynku wydawniczym, ukazującą wbrew powszechnym propagandzie i kultowi klęski zwycięstwa Polaków, ich w ogóle niedoceniane zdolności organizacyjne. Książka ta ukazuje także trudną do przecenienia wartość inicjatyw oddolnych, a nie odgórnych nakazów Z tych w/ w powodów gorąco zachęcam wszystkich do sięgnięcia po tę lekturę.
Jacek Łukasik
10.10.2025
- Zaloguj się lub Zarejestruj by móc dodać komentarz

Wielka zasługa Autora książki
Czytając w książce o przyjaznych Polakom Ukraińcach ze wsi Jezioro wreszcie sobie wyraźnie uświadomiłem, dotarło to do mnie, że nie wszyscy Ukraińcy byli dyszącymi nienawiścią i żądzą okrutnych i bestialskich mordów na Polakach UPOwcami, banderowcami!