Nie dziwi więc wcale w świetle moich wcześniejszych refleksji, że dominująca dziś w głównym nurcie liberalna prawica utraciła związek z ziemią, będący tak ważnym składnikiem dawnej refleksji tradycjonalistycznej. Opisany wyżej liberalny, a w gruncie rzeczy masoński styl życia, świetnie odnajduje się w otoczeniu wielkomiejskim. Sprzyja mu zniewolenie człowieka internetowymi algorytmami i nowoczesną technologią, nad którą nie umie (lub nie chce) zapanować.
Bonald miał rację, twierdząc że oderwanie mas od tradycji współgra z oderwaniem od przyrody. W dalszym ciągu największym siedliskiem zepsucia są zatomizowane metropolie (według objawień Matki Bożej na warszawskich Siekierkach wynika, że zburzenie polskiej stolicy po powstaniu było karą Bożą za przedwojenne występki tego miasta), a wieś – mimo, że już daleka od ideału – jednak wciąż pozostaje bliższa prawdziwym wartościom.
Chęć tradycyjnego życia w zgodzie i bliskości z przyrodą nie oznacza oczywiście powrotu do wydumanego „stanu natury”, który nigdy nie istniał. Aby usunąć wszelkie wątpliwości trzeba podkreślić, że przecież nie o tym pisał Louis de Bonald. Leon XIII naucza, że „polityczna społeczność ludzi wymaga zwierzchniej władzy i ta przeto, równie jak sama społeczność, z natury, a więc i od Boga pochodzi”[1]. Joseph hrabia de Maistre pisał z kolei, że „społeczeństwo więc dziełem człowieka w ogóle nie jest, lecz jest bezpośrednim rezultatem woli Stwórcy, który zechciał by człowiek był tym, kim był zawsze i wszędzie”, a zatem „nigdy nie istniał (…) dla człowieka etap wcześniejszy niż społeczeństwo”.[2] Nie oznacza też aprobaty dla gnostyckiej pseudoteologii lewicowych klimatystów, którzy praktycznie ubóstwiają przyrodę (vide kult Matki Gai czyli Ziemi). Twierdząc, że dąży do ochrony środowiska, ruch ten ma faktycznie przecież zupełnie inne cele.
Niemniej, jako że współczesna lewica w swojej propagandzie w sposób fałszywy posługuje się chwytliwym hasłem troski o naturę, część prawicy na przekór chce czynić wprost odwrotnie. I znów, często stosuje przy tym argumentację liberalną, koncentrując się wokół konsumpcji, nieumiarkowanego użycia lub eksploatacji, czy też wygody bez względu na wszystko. Mimo, że przecież mądra dbałość o rodzimą przyrodę wspaniale wpisuje się w myśl prawdziwie konserwatywną.
Oczywiście – wbrew narracji wspomnianych klimatystów – człowiek nie jest po prostu tylko zwykłą częścią przyrody, jak jeleń czy drzewo. Nie na takiej podstawie więc powinniśmy opierać swoją troskę o naturę. Stwórca bowiem urządził świat w sposób hierarchiczny, co poniekąd obrazują słynne słowa Maurrasa – „w biologii równość jest tylko na cmentarzu”.[3]
W wymiarze materialnym, na czele tego porządku Pan Bóg postawił obdarzonego duszą rozumną człowieka. Mimo, że mamy czynić sobie ziemię poddaną, nie wolno nam jednak robić z nią dosłownie wszystkiego. Zarówno w wymiarze społecznym, jak i indywidualnym, w gruncie rzeczy nie jesteśmy (w znaczeniu absolutnym) właścicielami czegokolwiek. Jak przypomina św. Alfons Liguori, stanowimy tylko namiestników Pana Boga, jesteśmy „zwykłymi zarządcami”[4] niczym włodarz z Chrystusowej przypowieści. I podobnie jak on, z tego włodarstwa ostatecznie zdamy sprawę na Sądzie Bożym.
Powinniśmy zatem być raczej ogrodnikami, którzy z odpowiednim umiarem korzystają z owoców wydawanych przez ogród, ale jednocześnie się o niego troszczą. Pamiętajmy, że w przypadku Polski, nasz kraj nadal posiada bezkresne lasy (mające także ważne znaczenie gospodarcze), liczne parki narodowe i krajobrazowe oraz rezerwaty przyrody, które zasługują na zachowanie. To wszystko to wielki skarb naszej Ojczyzny, którego powinniśmy strzec oraz otoczyć opieką w wymiarze społecznym.
Popierajmy także rodzime i prawdziwie ekologiczne rolnictwo, którego wytwory dostępne są na lokalnych targowiskach, zamiast spożywania przemysłowej żywności z hipermarketów. (Ja osobiście wędlinę i mięso kupuję w Społem, chleb w prywatnym sklepiku, warzywa i owoce niekiedy na targu). Starajmy się również wspierać drobnych rzemieślników (nie tylko rolników), a nie kupować masowo tworzone towary sprowadzane z Azji. Dbajmy o dobrostan przyrody naszego najbliższego otoczenia, zwłaszcza jeśli mieszkamy na prowincji. Nie zarzucajmy tych przekonań z powodu szaleństw działaczy przyklejających się do asfaltu, którzy z prawdziwą ochroną środowiska tak naprawdę w ogóle nie mają nic wspólnego.
Wiąże się to z bonaldowską apoteozą tradycyjnego życia wiejskiego, opisaną w poprzednich moich tekstach. O ile więc nie mamy większego wpływu na wybory innych, to jednak sami zawsze sami możemy dążyć do życia w bardziej tradycyjny sposób.
Zachęcam więc do ograniczenia bezproduktywnego korzystania z „dobrodziejstw” świata wirtualnego (sam też tu prowadzę wielką walkę z samym sobą). Nie spędzajmy ogromu życia w czeluściach Internetu, gdzie czyha na nas tak wiele zagrożeń. Zamiast tego, poświęćmy czas na pracę w ogrodzie lub wyjdźmy na spacer na łono natury. Jeśli chcemy zapoznawać się z wytworami kultury masowej, to z daleko idącym umiarem i chociaż świadomie je selekcjonujmy. Nie dajmy zepsuciu (a nawet pozorom zepsucia) przekroczyć progu naszego domu.
Jeśli jest to możliwe, rozważmy dokonanie prawdziwego „powrotu do ziemi”. Kierując się roztropnością, przemyślmy więc czy nie warto postawić sobie za cel budowy domu na wsi. Oczywiście, nie będzie to przedsięwzięciem dla każdego w praktyce możliwym. Wówczas jednak niewątpliwie oddalimy się od zepsucia, sączącego się z wielkich metropolii, a zarazem dołożymy cegiełkę do odnowy szlachetnego etosu własności ziemskiej.
Gdy pochodzimy z małego ośrodka, nie traktujmy go jako miejsca, z którego po osiągnięciu pełnoletności się wyjeżdża. Starajmy się budować nasze wspólnoty lokalne i kultywować miejscową tożsamość, a nie się jej wyprzeć poprzez atomizację w wielkim mieście. Jeśli Bonald miał rację, to bez właściwego stosunku do ziemi nigdy nie odbudujemy prawdziwego ładu. Spróbujmy więc kontrrewolucję rozpocząć od samych siebie.
Na zakończenie, przytoczę jeszcze słowa arcybiskupa Marcela Lefebvre, wypowiedziane przezeń w kazaniu z 3 września 1979 roku. Dla tych, którzy mają taką możliwość, niech staną się one pewnym drogowskazem – „I mam nadzieję, że w tych niespokojnych czasach, w tej niezdrowej atmosferze, w której żyjemy w miastach, postaracie się zbliżyć do natury. Ziemia jest zdrowa, ziemia uczy nas poznawać Boga, zbliża nas do Niego, równoważy nasze temperamenty i charaktery, zachęca nasze dzieci do pracy”.[14]
[1] Leon XIII, Immortale Dei, Wyd. Te Deum, Warszawa 2001, str. 6, 7
[2] J. de Maistre, O rewolucji, suwerenności i konstytucji politycznej, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2019, tłum. A. Płonka, s. 326, 327
[3] A. Wielomski, Absolutyzm Charlesa Maurrasa, https://myslkonserwatywna.pl/wielomski-absolutyzm-charlesa-maurrasa/
[4] Rozmyślania na wszystkie dni całego roku z pism św. Alfonsa Marii Liguoriego, zebrał: o. J. Cristini CSsR, tłum. o. W. Szołdyrski CSsR, Wyd. Te Deum, Warszawa 2024, s. 173
[5] Abp M. Lefebvre, Kazania, Wyd. Te Deum, , Warszawa 2024, s. 124.
Jacek Łukasik
29 października 2025
- Zaloguj się lub Zarejestruj by móc dodać komentarz
