Skip to main content

Polacy w Wehrmachcie – przeciwko wrzawie i histerii, o spokojne, rzeczowe ustalenie faktów

portret użytkownika Jacek Łukasik

Wielu Polaków ma problem, by bez emocji rozmawiać o naszej historii. Postsolidarnościowe ekipy również w dziedzinie historii podzieliły nasz naród. Zamiast rzeczowej dyskusji o naszej historii, mamy do czynienia z histeryczną wrzawą.
W Ratuszu Głównego Miasta w Gdańsku otwarto wystawę czasową poświęconą Pomorzanom wcielonym do hitlerowskiej armii w czasie II wojny światowej. Średnio szczęśliwie brzmi też sam tytuł wystawy – „Nasi chłopcy”. O wiele bardziej adekwatny byłby „Nasi w obcych mundurach”, „W obcej sprawie” lub „Mimo woli”.
Sam nie widziałem wystawy, dlatego z kategorycznymi ocenami się wstrzymam.
Nie podzielam obaw niektórych osób, że wystawę wykorzystają ośrodki międzynarodowe do przypisywania Polakom „sprawstwa” rzekomych zbrodni podczas II wojny światowej. Do tego nie potrzebują żadnej wystawy, do tego wystarczy uległość rządzących Polską. Najlepszym tego przykładem jest sprawa Jedwabnego i skandaliczna rola w tym prezydenta Kwaśniewskiego.
Uznaję jednak za bardzo pożyteczne mówienie o skomplikowanych losach Polaków pogranicza. Daleki jestem od tego, by jako jedyną słuszną postawę patriotyczną ukazywać heroizm, a tym bardziej straceńczą walkę. Unikanie powołania do Wehrmachtu na terenach III Rzeszy, lub terenach przyłączonych do III Rzeszy byłoby narażaniem swojej rodziny. Polacy służący w armii III Rzeszy jak i na przykład w armii Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich są faktem historycznym, a ich życiorysy powinny być składową skomplikowanej historii naszego narodu.
Wystawa „Nasi chłopcy” spowodowała szeroką dyskusję wśród polityków i bardziej rozpolitykowanej części społeczeństwa. Histerię nakręcali głównie politycy Prawa i Sprawiedliwości (PiS). Poseł Kacper Płażyński zażądał nawet zamknięcia wystawy. Ekspozycję radykalnie skrytykował też kończący na szczęście swoja kadencję prezydent Andrzej Duda. Ekspozycję ostro krytykowali były szef MON Mariusz Błaszczak, prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, Tobiasz Bocheński, Antoni Macierewicz, Przemysław Czarnek czy Bogdan Rzońca. W końcu skrytykował ją również wicepremier i szef MON-u Władysław Kosiniak Kamysz (PSL).
Wszyscy oni postawili autorom wystawy zarzut fałszowania i relatywizowania historii naszego narodu. Z drugiej strony temat wykorzystały środowiska antypolskich autonomistów, którzy powtarzali jak mantrę, że Polacy gardzą swoimi rodakami, którzy byli zmuszeni walczyć w obcych mundurach w czasie ostatniej wojny. Wyjątkowy antypolak to Jerzy Gorzelik, wódz śląskich autonomistów!
Niewielu zadało sobie trud przybliżenia tematu Polakom. Muzeum Gdańska nieudolnie tłumaczyło się, że celem wystawy nie jest gloryfikowanie Wehrmachtu, tylko przedstawienie losów osób, którym odebrano możliwość wyboru i które były przez okupanta przymusowo germanizowane i wcielane do niemieckiej armii.
A wystarczyło tylko skorzystać z wiedzy takich ludzi jak dr Eugeniusz Pryczkowski, który napisał „Byłem na wystawie o infantylnym tytule »Nasi chłopcy«. Wykorzystano na niej moje książki (…) Znają moje dokonania w tej dziedzinie, skoro postawili na półce moje książki. Wiedzą też zapewne (zakładam, że je czytali), że mam sporo materiałów na temat przymusowo wcielanych do wojska niemieckiego (…) Nikt tam nie szedł dobrowolnie, o czym w zasadzie wszyscy zgodnie piszą (nawet ci, co pozornie się spierają). Ja opisuję w swoich książkach, co się dokładnie działo; jak byli maltretowani, jak gnębieni, jak mordowano i więziono ich rodziców, etc. Tego na wystawie nikt się nie dowie. Za to przeczytałem, że mieli, cytuję »niemieckich kolegów«. Otóż tak nie było”.
Wspomnienia jednego z mieszkańców Górnego Śląska. „Z szuflady wywlokłem stare albumy i zdjęcia. Na części z nich są mężczyźni w niemieckich mundurach z I i II wojny światowej. Na licznych zżółkłych dokumentach widać na pieczęciach gapę (wronę) trzymającą w szponach swastykę. To zdjęcia mojego dziadka Oswalda Czecha, moich wujków i ich kolegów. Wszyscy byli tutejsi i nikt nie uważał się za Niemca. Urodziłem się w Siemianowicach Śląskich w rodzinie polskich Górnoślązaków. Stąd są moi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie i prapradziadkowie, zarówno ze strony ojca jak i matki. Dziadkowie ojca mieszkali na Sadzawkach i byli sąsiadami rodziny Korfantych. Dwaj pradziadkowie walczyli w podczas pierwszej wojny w armii cesarza Wilhelma II. Po zakończeniu wielkiej wojny poszli walczyć o Polskę w górnośląskich powstaniach.
Mój dziadek Oswald Czech został wcielony do Wehrmachtu w 1940 roku. Drugi Józef Boruta uniknął tego losu, ponieważ Niemcy atakujący Kopalnie Michał 1 września 1939 roku ciężko go ranili.
Mieszkałem w latach 80-tych przy ulicy Michałkowickiej 35 w sporym familoku z lat 20-stych. Mieszkali tam praktycznie sami Ślązacy. Znaczna część to byli panowie w wieku 60+. W czasie wojny 1939-1945 większość z nich została wcielona do niemieckich sił zbrojnych. Byli wśród nich członkowie TG Sokół, działacze chadeccy, żołnierze września 1939 i więźniowie KL Auschwitz.
Nie było w tym nic nadzwyczajnego, zwyczajny śląski los. Jako dziecko często słyszałem rozmowy starek i starzyków na ławkach przed familokiem: „wzieli tego mojego chopa do niemieckigo wojska”, „ujek u Niemca byli bez wojna”, „adolfy sebrali go na front” czy „wzieli go gizdy na wschód, a boł przeca powstańcem”.
Rozmawiali o tym zwyczajnie pijąc czarną kawę, karmiąc kury i grając w karty. To może jednak szokować ludzi niezaznajomionych z historią spoza Śląska czy Pomorza. Myślałem, że temat upowszechnił się po wydaniu licznych publikacji mówiących o służbie Polaków w niemieckich siłach zbrojnych na czele z monumentalną pracą prof. Ryszarda Kaczmarka „Polacy w Wehrmachcie”. Chyba jest jednak inaczej”.
Polaków w Wehrmachcie było ok. 375 000, co stanowiło w sumie raptem ok. 2% ogólnej sumy wszystkich żołnierzy tej formacji. Z samego Śląska było to ok. 220 000 – 230 000 żołnierzy. Warto zaznaczyć, że ochotników było niewielu, to znaczy poniżej 8%. Byli nimi najczęściej przyjezdni Niemcy
Wśród Polaków w niemieckich mundurach nie brakowało powstańców śląskich członków Sokoła, żołnierzy września 1939, harcerzy, działaczy sanacyjnych, korfanciorzy, narodowców, ludowców, socjalistów i komunistówi. 40 000 zostało z nich zabitych, często przez swoich rodaków. Ponad 40 000 odniosło rany.
Współcześnie nawet nie zdajemy sobie sprawy kto walczył w niemieckim mundurze w czasie II wojny światowej. Żołnierzem Wehrmachtu był wybitny polski naukowiec i generał Sylwester Kaliski, najbardziej znany polski podróżnik Tony Halik, dobrotliwy arcybiskup Szczepan Wesoły czy wojewoda katowicki z nadania PZPR Stanisław Kiermaszek.
Jacek Łukasik
9 sierpnia 2025

3
Ocena: 3 (2 głosów)
Twoja ocena: Brak

Nie można było

portret użytkownika witold k

Nie można było nie użyć ostrej krytyki wobec wystawy. To jest prowokacja. Test i okazja dla np. Jacka i innych wypowiedzi. Porządkowanie.

spokojne, rzeczowe ustalenie faktów jest takie ze Niemcy umocowali sie w Gdańsku i to najszerszej od budynków po mentalność pod strzechą

Chodziło głownie o coś innego

portret użytkownika Jacek Łukasik

O obronę Polaków z pogranicza zmuszonych do służby w Wehrmachcie. O dobry przykład endeckiej ekonomii krwi, o nieuleganie niemądrym i z góry przegranym zrywom.

Litości

portret użytkownika witold k
cytuję Jacek Łukasik

O obronę Polaków z pogranicza zmuszonych do służby w Wehrmachcie. O dobry przykład endeckiej ekonomii krwi, o nieuleganie niemądrym i z góry przegranym zrywom.

O jakiej endeckiej ekonomii krwi. Nie miała żadnych szans zaistnieć wiec nic nie mogła zrobić. Wpadła w pułapkę i trwa do dziś. Uwaga mam się za endeka.

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.