Wcielono do hitlerowskiej armii licznych polskich sportowców na czele z piłkarzami: Karol Pazurek (reprezentant Polski 1927-1935),Teodor Wieczorek (reprezentant Polski 1949–1953), Gerard Wodarz (reprezentant Polski 1932–1939), Edmund Giemsa (reprezentant Polski 1933-1939), Karol Kossok (reprezentant Polski 1928-1932), Jerzy Krasówka (reprezentant Polski 1949-1953) czy wreszcie legenda Ruchu Chorzów Gerard Cieślik (reprezentant Polski 1947-1958).
W Wehrmachcie w latach 1939-1945 przymusowo służyli posłowie na Sejm PRL: Józef Langosz (PZPR), Hubert Okwieka (PZPR), Albin Franciszek Siekierski (PZPR), Jan Gałązka (PZPR), Zygfryd Golaś (ZSL) czy działający w KPP jeszcze przed wojną barwny Piotr Mazelon. W mundurze ze swastyką walczyli nawet twórca opolskich festiwali muzycznych Karol Musioł, filar Instytutu Śląskiego Franciszek Hawranek, działacz Stronnictwa Narodowego Jan Cieślak czy oficer polskiego wywiadu i żołnierz Armii Krajowej Roman Träger „As”.
Zdarzały się jednak sytuacje dużo tragiczniejsze. Jura spod Grónia, czyli Władysław Niedoba przeszedł cały podkarpacki szlak bojowy 21 Dywizji Piechoty Górskiej. Walczy dzielnie z Niemcami, ale dostaje się później do niewoli radzieckiej. Ucieka z niej, wraca do domu i zostaje wcielony do niemieckiej armii.
Z kolei pisarz Adolf Fierla zanim trafił do niemieckiego wojska, wcześniej zdążył być więźniem KL Dachau oraz KL Mauthausen-Gusen.
Działacza Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) i wybitnego polskiego pisarza Wilhelma Szewczyka za postawę pacyfistyczną i krytykę hitleryzmu aresztowano, wydalono z wehrmachtowskiego oddziału, i w 1942 r. osadzono w więzieniu w Katowicach. Argumentował, że nie może służyć III Rzeszy, w tej sprawie pisał do samego gauleiteriera prowincji Górny Śląsk Fritza Brachta. Do końca życia nie pozwolił sobie według relacji Tadeusza Radwana i Władysława Wójcika wprawić wybitych przez Gestapo zębów.
I wreszcie wspomnijmy heroiczną postać działacza Związku Harcerstwa Polskiego w Niemczech Władysława Planetorza, któregpzostał w lipcu 1939 roku wcielono do niemieckiej armii. Jednak w kwietniu 1941 roku aresztowano go wraz z druhną Jadwigą Kauczor. Przebywał następnie w obozach w KL Auschwitz-Birkenau, KL Mauthausen-Gusen, więzieniu w Brzegu i Twierdzy Kłodzkiej, gdzie w 1944 roku zmarł.
Środowisko Prawa i Sprawiedliwości (PiS), Klubów Gazety Polskiej (KGP) i grupy skupionej wokół byłego przywódcy jednego z odłamów Konfederacji Polski Niepodległej (KPN) Adama Słomki doprowadziło do zmiany nazwy placu przed dworcem PKP w Katowicach z Wilhelma Szewczyka na Marii i Lecha Kaczyńskich. Dziwi to, ponieważ Szewczyk oddał Śląskowi całe życie, Kaczyńscy zaś nie mieli z Śląskiem nic wspólnego.
W tamtym czasie używano skrajnie nieuczciwego argumentu, że „ten antysemita służył w hitlerowskiej armii”. Taką ulotkę przyklejono mu nawet na grobie. Czy można postąpić bardziej podle? Kłamstwa na temat wybitnego pisarza i działacza na rzecz polskiego Śląska powszechnie rozpowszechniano. Robiły to między innymi osoby, które na sztandarach wywiesiły sobie takie postacie jak przywódca Poznańskiego Czerwca Stanisław Mateya, czy współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Roman Kściuczek. Zapomnieli jednak, że obu byli wcielono do Wehrmachtu.
Najbardziej polski ze śląskich naukowców, obrońca polskości Górnego Śląska 95-letni prof. Franciszek Marek wspomina tragedie górnośląskich Polaków na przykładzie swojej rodziny. W książce wydanej w 1989 roku „Tragedia górnośląska” napisał: „W ostatnich wojnach aż czterech moich bliskich krewnych poległo w mundurach żołnierzy niemieckich: brat ojca Franciszek, zginał we Francji, wujek Józef Bokisch zginął w Dreźnie, jego syn Jorgel, student teologii, został zastrzelony nad Wołgą, a drugi kuzyn, Walenty Krahl z Kędzierzyna, poległ już w pierwszym dniu wojny pod Rybnikiem. Matka jego, ciotka Zofia, do końca życie nie uwierzyła mimo znanych faktów, że zginął on od kuli polskiej, była przekonana, że zastrzelił go jego przełożony, niemiecki oficer”.
Przytoczyłem tu wypowiedź prof. Franciszka Antoniego Marka, by nikt nie miał wątpliwości co do poglądów i pochodzenia autora. Bo zdania prof. Franciszka Antoniego Marka chyba nie będą podważać nawet najzacieklejsi stronnicy historii według „Gazety Polskiej”.. Dlatego tak bardzo sprzeciwiam się niezrozumieniu historii pogranicza.
Nie wiadomo czy bardziej powinny nas brzydzić, czy śmieszyć deklaracje niektórych polityków. Biorąc pod uwagę związki solidarnościowych polityków z Niemcami i to wcale nie tak odległe jak II wojna światowa, histeryczna postawa chyba może jednak bardziej śmieszyć.
Niemiecki chadecki dziennikarz, ”. były dyrektor bońskiej Akademii im. Karla Arnolda Jürgen Wahl w swej książce „Od Mazowieckiego do Tuska. Solidarność europejskich chrześcijańskich demokratów, ujawnia jak rozległe, chociaż dyskretne były kontakty niemieckich chadeków” z tzw. opozycją demokratyczną w Polsce Ludowej i politykami w III RP.
najciekawsze są w tej książce informacje o Jarosławie Kaczyńskim i Porozumieniu Centrum. Dzięki publikacji dowiadujemy się, ze Jarosław Kaczyński wraz z pięcioma wtajemniczonymi osobami prowadził rozmowy z niemiecką chadecją już w 1990 roku. Autor pisze wprost „Domagał się pomocy przy budowaniu struktur jego partii. Także materialnej, choć ta była zakazana. Partia otrzymała nazwę Porozumienie Centrum (PC). Muszę przyznać, że sama nazwa przypadła mi do gustu”. Pytanie tylko: Czy pisze prawdę?
Potem zaś następuje arcyciekawy opis pierwszego zjazdu formacji Kaczyńskiego, w którym uczestniczył między innymi guru prywatyzatorów Janusz Lewandowski. Z książki Jürgena Wahla wynika, że pierwszym wyborem niemieckiej prawicy była formacja Kaczyńskiego, dopiero później z różnorakich powodów postawiono na innych. Po raz kolejny znajdujemy dowód na wspólne korzenie całego POPiS-u, i to nie tylko te krajowe.
Politycy PiS-u często krzyczą „Tusk to Niemiec”. Nie lubię Donalda Tuska i jego środowiska politycznego. Uważam, że są równie, a być może nawet bardziej szkodliwi dla Polski jak PiS. Ale używanie po raz kolejny bzdurnego argumentu o dziadku z Wehrmachtu jest niemoralne, głupie i wypaczające naszą historię. I to przez kogo? Jacka Kurskiego, spokrewnionego z chazarskim polakożercą, Bernsteinem – Namierowskim, doradcą równie antypolskiego premiera Wielkiej Brytanii, Lloyda Georga.
Dziadek obecnego premiera Józef Tusk był Polakiem. Po wybuchu wojny 1 września 1939 aresztowało go Gestapo. Potem zaś wysłano go na roboty przymusowe, przebywał w obozie w Nowym Porcie, osadzono go w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Stutthof i Neuengamme. Pod koniec wojny w 1944 roku powołano go do Wehrmachtu. Jednak wrócił z frontu jak wielu innych już jako żołnierz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, co również nie było czymś wyjątkowym.
Jacek Łukasik
10 sierpnia 2025
- Zaloguj się lub Zarejestruj by móc dodać komentarz

Dziadek
no to zobaczmy komu służył wnuczek i komu służy tak pod pseudonimem jak i na żołdzie. Gdańsk okolica to Niemcy a dlaczego bo tam antypisowskie oszołomstwo dziurę zostawia. Oryginalny przykład miasta pod "Stanami Zjednoczonymi Europy". To już jest a koterie się przymilają
O co mnie chodziło
Tylko o to, że ten argument z dziadkiem z Wehrmachtu jest oszczerstwem. Tym bardziej niech jego autor, pan Kurski przyjrzy się bratu babki, Bernsteinowi - Namierowskiemu, zajadłemu chazarskiemu polakożercy.
Pisałem o wnuczku
Tylko o to, że ten argument z dziadkiem z Wehrmachtu jest oszczerstwem. Tym bardziej niech jego autor, pan Kurski przyjrzy się bratu babki, Bernsteinowi - Namierowskiemu, zajadłemu chazarskiemu polakożercy.
Pisałem o wnuczku