Skip to main content

276079328_3260966027482936_6483842833620148302_n.jpg

Historia na wyciągnięcie ręki
Z jego prac do dziś korzystają ci, którzy tworzą ustawy o prawach człowieka i obywatela, którzy ustanawiają prawa dotyczące wojen.
2022-07-04 08:06
Rozmawia: Ireneusz Korpyś
[ TEMATY ]
książka
Mat.prasowy

Tak o Pawle Włodkowicu mówi Marian Grotowski, autor powieści historycznej Włodkowic, poświęconej tej arcyważnej dla Polski postaci. Książka właśnie się ukazała drukiem. Autor, specjalnie dla Niedzieli, opowiada o tym, kim tak naprawdę był Włodkowic i jaką rolę odegrał w dziejach Polski.
Ireneusz Korpyś: W swojej twórczości chętnie Pan sięga do historii Polski. Po powieści Lesko, o początkach państwa polskiego, oraz Szewc, o Janie Kilińskim, na literacki warsztat wziął Pan Pawła Włodkowica. Dlaczego postanowił Pan poświęcić książkę tej postaci?
Marian Grotowski: Włodkowic to moja trzecia z kolei powieść. Lubię wracać do historii, odkrywać jej prawa i naukę. W historii znajduje się wielka mądrość. Jej zasady są ważne, może nawet ważniejsze od zasad matematycznych, fizycznych czy chemicznych. Ktoś kiedyś powiedział, że historia jest nauczycielką życia. Z pełnym przekonaniem potwierdzam tę opinię. Gdybyśmy wszyscy potrafili pojąć te reguły, odczytać ich logikę, dzisiejszy obraz Polski byłby zupełnie inny, lepszy. Staram się wydobywać z „mroków historii” ludzi nieco (albo i zupełnie) zapomnianych przez współczesnych, a których wpływu na dzisiejszy świat nie sposób przecenić. W powieści Lesko bohaterem jest chłopiec, świadek najważniejszych w dziejach Polski wydarzeń i przemian. Ale poznajemy w niej również Odolana, Wichmana, Hodona i mnóstwo innych postaci, o których przeciętny człowiek wie niewiele albo nic. Jan Kiliński, któremu poświęciłem drugą swoją powieść, jest bohaterem znanym, patronem szkół i ulic, jednak tak naprawdę nie wiemy o nim zbyt wiele. Bo przecież był prostym szewcem. Ten prosty szewc potrafił zmobilizować społeczeństwo Warszawy do stawienia czynnego oporu armii rosyjskiej, potrafił zorganizować obronę miasta a później – insurekcję warszawską. Tadeusz Kościuszko, widząc w tym prostym człowieku wielkie i kochające ojczyznę serce, mianował go pułkownikiem. Paweł Włodkowic jest natomiast postacią znaną tylko historykom. Prawie zupełnie zaginął on w otchłani historii. A przecież jego wpływ na późniejsze losy Polski i świata jest przeogromny. Był skromnym kapłanem, naukowcem, prawnikiem. Nie walczył orężem, ale słowem. Z jego prac do dziś korzystają ci, którzy tworzą ustawy o prawach człowieka i obywatela, którzy ustanawiają prawa dotyczące wojen. Na soborze w Konstancji Paweł Włodkowic stanął przeciwko całej, wspierającej Krzyżaków Europie. Gdyby nie jego geniusz, zwycięstwo pod Grunwaldem szybko zamieniłoby się w porażkę, a losy Polski i świata potoczyłyby się zupełnie inaczej.
Co czeka czytelnika w powieści Włodkowic?
Okres, w którym żył i działał Paweł Włodkowic, to okres, kiedy na tronie Polski zasiadał Władysław Jagiełło; to czas największego nasilenia konfliktu pomiędzy Polską i zakonem krzyżackim. Włodkowic zaczyna studia w Padwie. Wraca do Polski już po bitwie pod Grunwaldem. Dostaje od króla zadanie przygotowania obrony Polski na soborze w Konstancji. W powieści poznajemy przyczyny konfliktu zbrojnego z zakonem, przygotowania do walnej rozprawy z Krzyżakami i jej przebieg; jesteśmy świadkami burzliwych nieraz obrad soboru konstancjańskiego, poznajemy jego skomplikowaną problematykę.
Wielu historyków powtarza, że czasy, w których żył Włodkowic, to czasy najlepsze dla Polski. Dlaczego?
To prawda, wielu historyków tak twierdzi. Ja nie jestem historykiem, ale według mojej wiedzy, mają oni rację. Często w mowie potocznej słyszymy, że czasy średniowiecza to czasy ciemnoty, ucisku i pańszczyzny. Okazuje się, że był to okres największego rozkwitu oświaty, rozwoju myśli społecznej i politycznej. Pomimo tego, że w Polsce, podobnie jak i w innych państwach, obficie lała się krew, to nasz kraj rósł w siłę, stawał się coraz bogatszy i potężniejszy. Rozwinęła się demokracja szlachecka, ale i chłop pańszczyźniany nie był już tylko własnością swojego pana. Za zabicie chłopa jego pan był zobowiązany do zapłaty określonej kwoty królowi, a także do opieki nad rodziną zabitego, czego wcześniej nie było, czego nie było nigdzie indziej.
W jaki sposób postać, której poświęcił Pan powieść, wpłynęła na rozwój Polski?
Jego prace jako prawnika są podstawą do tworzenia ustaw o prawach człowieka i obywatela, do tworzenia praw narodów. Jego wpływu na rozwój Polski nie sposób przecenić. Gdyby nie zdecydowana obrona Polski na soborze w Konstancji – a przyznać muszę, że Włodkowic, broniąc Polski, balansował na cienkiej linie, igrając sobie ze Świętym Oficjum. Nasz kraj w dalszym ciągu byłby uważany za pogański, z pewnością nałożono by na niego kary i odebrano by tereny, do których pretensje zgłaszał zakon krzyżacki.
Polska od początku swoich dziejów była państwem o niespotykanej nigdzie indziej tolerancji ekonomicznej, politycznej, jak i religijnej. Prace Włodkowica, w których pisał o tym, że innowiercy, którzy żyją spokojnie, nie są trudnymi sąsiadami, mają prawo do swojej własności, do wyznawania swojej religii i nie wolno ich napadać oraz grabić ich własności, wówczas były pracami pionierskimi. Później były wielokrotnie wykorzystywane w polskim ustawodawstwie, w pracach nad Ustawą rządową z 1791 r., czyli w Konstytucji 3 maja, jak również były podstawą do tworzenia polskiego prawa po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.
Sprowadzenie przez Konrada Mazowieckiego Krzyżaków zaciążyło na losach Polski, a także na życiu Pawła Włodkowica, który niemal półtora wieku później bronił polskich interesów w sporze polsko-krzyżackim. Jak ocenia Pan tę decyzję księcia mazowieckiego? Czy podejmując ją, Konrad Mazowiecki miał świadomość, że podejmuje współprace z wilkiem w owczej skórze?
Nie jestem historykiem i trudno mi jednoznacznie ocenić tę decyzję Konrada Mazowieckiego. Gdyby nie zdradliwość i zaprzaństwo Krzyżaków, jego decyzję można by ocenić jako właściwą pod względem politycznym. Prusowie zajmowali ziemie na północ od Mazowsza i zagrażali księciu. Chciał on za pomocą Krzyżaków uspokoić sytuację na granicy i prawdopodobnie w przyszłości chrystianizować Prusy. Krzyżacy mieli być tylko narzędziem w rękach mazowieckiego księcia. Jednak jego decyzja spowodowała ogromny rozlew krwi i trzysta lat nieustannej wojny. Możliwe, że Konrad Mazowiecki nie znał prawdziwych intencji zakonu, być może wierzył w uczciwość braci zakonnych. Nie wiem. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że jego decyzja była błędem i przyniosła tragiczne skutki, choć być może podjęta została w dobrej wierze. Ja, jako literat, zbyt często ulegam emocjom, aby tę decyzję właściwie ocenić.
Wróćmy do Pawła Włodkowica. Doskonale zgłębił Pan jego postać. Jakim był on człowiekiem?
REKLAMA

Pochodził z Brudzenia, z ziemi dobrzyńskiej, którą wówczas władali Krzyżacy. Dobrze pamiętał ich napady, mordy, przelaną niewinnie krew. Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Karola w Pradze został kanonikiem w Płocku. Szybko jednak doszedł do wniosku, że bardziej przyda się Polsce i Kościołowi jako prawnik. Udał się więc do Padwy, aby tam studiować nauki prawnicze. Był człowiekiem bardzo skromnym i pracowitym. Siedział długo w nocy przy lampce oliwnej nad księgami, zgłębiając ich tajemnice. Dużo pisał. Nigdy nie sięgał po godności czy stanowiska właściwe dla swojego wykształcenia. Był cichy, ale kiedy szło o pryncypia, był odważny i bezwzględny. Wielokrotnie, broniąc prawd wiary, ojczyzny i króla narażał się na zemstę Świętej Inkwizycji. Co do pryncypiów – nie uznawał kompromisu. Zachowując swoją naturalną skromność, potrafił wytknąć błędy nawet papieżowi. Potrafił wspólnie z rycerzem Zawiszą Czarnym iść do papieża, otworzyć Pismo Święte i powiedzieć: „Słuchaj! To jest Pismo Święte. To jest słowo Boże. Tutaj tak jest napisane i nie wolno ci postępować inaczej”.
Włodkowic uczestniczył w najważniejszych dla średniowiecznej Europy wydarzeniach, np. w soborze w Konstancji, który zajął się m.in. sprawą Jana Husa. Miał możliwość słuchania jego kazań podczas studiów w Pradze. Jaki był jego stosunek do Husa?
Paweł Włodkowic poznał Jana Husa na uniwersytecie w Pradze. Wielokrotnie się z nim spotykał, będąc jeszcze później w stolicy Czech. Nie zgadzał się z jego filozofią. Często kontrargumentował jego tezy, przytaczając myśli św. Antoniego z Padwy czy św. Franciszka z Asyżu. Przyczyną powstania idei husytyzmu był kryzys Kościoła katolickiego, który spowodował powstanie tzw. wielkiej schizmy zachodniej, w wyniku której w pewnym momencie na tronie Piotrowym zasiadało aż trzech papieży. Schizma spowodowała rozwiązłość duchowieństwa i utratę autorytetu papieskiego. Jan Hus wykorzystywał te słabości do osiągnięcia własnych celów. Potępiał bogactwo kleru i supremację papieża, pomimo tego, że sam opływał w bogactwa. Domagał się reinterpretacji Liturgii, głosił, że nie ma substancjalnej obecności Chrystusa w Eucharystii... Włodkowic nie zgadzał się z jego nauką. Uważał ją za szkodliwą i bardzo niebezpieczną. Wielokrotnie namawiał Husa do przemyślenia swoich poglądów. Jednak stanowczo sprzeciwiał się wyrokowi inkwizycji, która skazała czeskiego reformatora na spalenie na stosie podczas obrad soboru konstancjańskiego, czym również naraził się Świętemu Oficjum. Wielokrotnie odwiedzał go w celi, pocieszał, namawiał do przemyślenia swoich tez, wskazywał błędy w jego rozumowaniu.
Skąd czerpie Pan inspiracje na powieści historyczne?
Żeby odpowiedzieć najprościej, czerpię je z podręczników do historii. Wyszukuję w nich osób wartych uwiecznienia na kartach powieści, ludzi, z których powinniśmy czerpać wzór. Czytam także rozprawy naukowe i historyczne, staram się sięgać do źródeł, choć jako człowiek niebędący historykiem nie mam wstępu do niektórych bibliotek czy archiwów. Korzystam wtedy z wiedzy dyplomowanych, zawodowych historyków.
Mając na uwadze Pana zapał literacki, domyślam się, że już Pan pracuje nad kolejną powieścią. Czy może Pan uchylić rąbka tajemnicy, o czym ona będzie?
Tak, ma Pan rację. Jestem już na emeryturze i nie potrafię siedzieć z założonymi rękoma. Najczęściej jestem w swojej samotni przy komputerze i piszę. Daje mi to szczególną przyjemność. Teraz piszę o Zygmuncie Szczęsnym Felińskim, który podobnie jak bł. Stefan Wyszyński miał odwagę powiedzieć carowi Aleksandrowi swoje non possumus!, za co został zesłany na Syberię, gdzie spędził 20 lat. Rękopis mam już na ukończeniu.

276079328_3260966027482936_6483842833620148302_n.jpg
0
Nikt jeszcze nie ocenił tej publikacji. Bądź pierwszy
Twoja ocena: Brak