Skip to main content

„Puśćcie mnie pod broń!...” czyli jak spółdzielca nie został bohaterem.

logo800.jpg

„Puśćcie mnie pod broń!...” czyli jak spółdzielca nie został bohaterem. Emil Mirosław Jan Dobrzański urodził się 23 października 1881 r. Pochodził z piotrkowskiej rodziny inteligenckiej o tradycjach powstańczych i patriotycznych. Był wnukiem porucznika I pułku Krakusów, który walczył w powstaniu listopadowym i synem piotrkowskiego wydawcy „Tygodnia”. Zarówno wpływ ojca Mirosława jak i matki Emilii – przełożonej pensji dla dziewcząt, wywarł znaczący wpływ na ukształtowanie charakteru, systemu wartości oraz przyszłych postaw Emila, które odnosiły się do poczucia odpowiedzialności za losy każdego człowieka, a przez to również za dobro ojczyzny i narodu.

Wykształcenie zdobywał w gimnazjach rządowych w Piotrkowie i Kielcach. Naukę kontynuował następnie podczas studiów prawniczych na Uniwersytecie Warszawskim. Dość wcześnie związał się z organizacjami niepodległościowymi. Działalność konspiracyjna związana z walką o szkołę polską w Warszawie i Piotrkowie zakończyła się aresztowaniem w 1905 r. i więzieniem. Przerwane studia kontynuował w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po ich ukończeniu podjął pracę w Krakowie a następnie we Lwowie, gdzie kontynuował studia w zakresie medycyny. To właśnie tam spotkał się i współpracował ze Franciszkiem Stefczykiem. Kontakty te sprawiły, że zaangażował się w pracę na rzecz spółdzielczości kredytowej i spożywczej. Po wybuchu I wojny światowej ponownie zaangażował się w działalność konspiracyjną. „Mitek” vel „Mir” z narażeniem życia przekazywał informacje. Jako emisariusz pośredniczył w kontaktach między niepodległościowym środowiskiem lwowskim a Warszawą. W 1917 r. oddelegowany został do Krakowa gdzie pomagał w pracach Związku Spółek Rękodzielniczych. W 1918 r. powrócił do rodzinnego Piotrkowa gdzie objął stanowisko sekretarza Sejmiku powiatu piotrkowskiego. Mimo wątłego zdrowia, wspierał działania miejscowego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Dobrze zapowiadająca się kariera przerwana została kolejnym zagrożeniem dla odradzającej się państwowości polskiej jaką była zbliżająca się nawała bolszewicka. Tym razem zdeterminowany Emil, wbrew wcześniejszym odmowom przyjęcia do wojska ze względu na stan zdrowia, ponownie postanowił stanąć przed Komisją Poborową w Łodzi. Otrzymał kategorię B i przydział do służby pozafrontowej. Komisja miała zmienić zaklasyfikowanie ochotnika, po tym jak ten oświadczył, że wstępuje do wojska wprawdzie jako ochotnik ale tylko do walki frontowej. Ostatecznie otrzymał kategorię A i wziął udział w walkach jako szeregowy ochotnik. Rozżalenie związane z wynikiem kwalifikacji wojskowej wyraził Dobrzański w jednym z ponad dwudziestu wierszy, o których istnieniu wiadomo obecnie. Oto fragment beztytułowego utworu:

„Chcę ozdrowieć,
Puśćcie mnie w szeregi!
Chcę ozdrowieć!
Puśćcie mnie pod broń!
Gdy o Polskę poszarpane brzegi,
Burze biją, dajcie bagnet w dłoń!”

Koledzy wspominali go następująco: „Zawsze pierwszy, gdy chodziło o trud – zawsze ostatni jeśli chodziło o zdobycie choćby najdrobniejszego nawet przywileju”. Józef Nowicki – kolega z wojska, zapamiętał pewne zdarzenie, które potwierdza niewątpliwą skromność i poczucie równości wobec towarzyszy broni, bez względu na wiek, stanowisko i pochodzenie społeczne. „Umówiliśmy się, że gdy na kolegę Dobrzańskiego wypadnie kolej sprzątania izby, którykolwiek z nas Go zastąpi. Nazajutrz o 6-tej pobudka; patrzymy on już ubrany, izba zamieciona, wiadra wylane, wszędzie czysto aż miło.. Kto to zrobił, nie chciał się przyznać.” Gdy koledzy namawiali Dobrzańskiego, by starał się o posadę w kancelarii wojskowej, odpowiadał, że poszedł na wojnę bić bolszewików, a nie skrobać piórem. Wedle relacji, miał oddać ostatnią koszulę zmarzniętemu żołnierzowi i w niekompletnym umundurowaniu, zmarznięty pełnił pozaregulaminową wartę. Kiedy 14 sierpnia 1920 r. pod wsią Borkowo, niedaleko Nasielska nad Wkrą, doszło do bitwy z armią Tuchaczewskiego, słowem i czynem zachęcał żołnierzy ochotników do nadzwyczajnego poświęcenia. Nie bacząc na niebezpieczeństwo, przekazywał informacje o położeniu stanowisk ogniowych nieprzyjaciela. Świadkowie wydarzeń tak relacjonowali udział Dobrzańskiego w toczonych walkach:

„Skoro dano hasło do odwrotu, powracał widocznie ostatni. Jeden z kolegów widział go jak podniósł z ziemi porzucony karabin i wziął go na barki, inny znów kolega widział go na szczycie wzgórza już z trzema karabinami... Nie chciał by dostały się w ręce wroga. (...) I na tym wzgórzu padł”.

Śmiertelnie ranny kulą w pierś, zginął w wieku 39 lat w walce za wolność ojczyzny. Zginął tak, jak romantycznie marzył, gdy wypowiadał słowa: „… śmierć na wojnie, to najwyższe szczęście, mamo…” Do końca pozostał wierny ideałom wpajanym od dzieciństwa i młodości przez rodziców. Dla towarzyszy broni i przełożonych był przykładem ofiarności i męstwa żołnierza, które bez wątpienia było wypadkową siły woli i romantycznych tradycji walk narodowo-w yzwoleńczych. Pochowany został w zbiorowej mogile z innymi ochotnikami. Gdy po kilku tygodniach najbliżsi poszukiwali informacji o losach Emila, ustalili okoliczności jego śmierci. Uzyskali też informację-zapewnienie, że ten ochotnik, który zdaniem dowódców „zachował się jak stary wytrawny żołnierz”, przedstawiony zostanie pośmiertnie do nadania odznaczenia „Virtuti Militari”.

Ciało Emila Dobrzańskiego zostało ekshumowane i przewiezione do Piotrkowa 3 października 1920 r. Uroczysty pogrzeb stał się swego rodzaju manifestacja patriotyczną, gromadzącą rzesze piotrkowian, która zakończyła się na starym cmentarzu rzymsko-katolickim, przy rodzinnym grobie Dobrzańskich.

Wnioskowanego najwyższego odznaczenia wojskowego „Virtuti Militari”, mimo rekomendacji przełożonych kolejnych szczebli, ostatecznie nie przyznano. W uznaniu zasług na polu walki, Emil Dobrzański pośmiertnie odznaczony został Krzyżem Walecznych Nr 1631. Odznaczenie to ustanowione zostało rozporządzeniem Rady Obrony Państwa z dnia 11 sierpnia 1920 r. „...celem nagrodzenia czynów męstwa i odwagi, wykazanych w boju (...) przez oficerów, podoficerów i szeregowców”. Jednak żadne odznaczenie nie jest w stanie nikogo przywrócić do życia, a jeśli zabraknie miejsca w ludzkiej pamięci, nie jest także w stanie wykreować bohatera, któremu winniśmy cześć.

Paweł Kendra

13 sierpnia 2017

5
Ocena: 5 (2 głosów)
Twoja ocena: Brak