Skip to main content

Koncert w MOK - u: kulturalne spotkanie czy wycie do księżyca?

portret użytkownika mlubczynska

Krótka wzmianka z dnia dzisiejszego. Przechodząc koło piotrkowskiego ośrodka kultury mogliśmy usłyszeć ciekawe brzmienie muzyki. Oczywiście te muzyczne dźwięki zachęcająco działały na przechodniów. Zaciekawieni skręcali na dziedziniec MOK-u, aby sprawdzić kto występuje na scenie. I tutaj właśnie zaczynał się problem. Dochodząc już do przejścia prowadzącego do wewnątrz, dźwięki zaczynały ostro działać na uszy. Na samym już dziedzińcu efekt był jeszcze bardziej drażniący. Ludzie reagowali w różny sposób. Można było usłyszeć gdzieś z boku padające słowa, że chyba coś jest nie tak. Ktoś rzucił zdanie „fajna muza, szkoda, że akustyk nie haloo”. Tylko wytrwali siedzieli z przodu i kiwali się w takt muzyki głowami. Należy im się podziw.

Wokalista na scenie śpiewał w najlepsze, skakał, próbował dotrzeć do publiczności. Szkoda tylko, że trudno było zrozumieć słowa, które wyśpiewywał. Zniekształconą muzykę można było porównać do zjawiska, jak ktoś zamiast głośno śpiewać to „wyje”. Warto jednak zauważyć fakt – to nie była wina zespołu. Zespół bełchatowski „MESSALINA” to mieszanka nowoczesnego rocka z punkiem, reggae, muzyką alternatywną a także popem. Zespół nie raz już słyszany i sprawdzony na deskach sceny. W czym więc problem?

Najlepszym przyjacielem zespołu podczas koncertu jest akustyk. Podpaść akustykowi przed koncertem to, można powiedzieć, prosta droga do porażki. Trudno powiedzieć, czy akurat ten zespół podpadł akustykowi. Patrząc na występ tak to wyglądało. Jeśli akustyk nie zrobił tego specjalnie, to jednak trochę brak mu kompetencji. Każdy akustyk wie o tym, że dźwięk jest falą i odbija się od różnych przedmiotów. Prosty schemat: im głośniejszy dźwięk tym mocniejsza fala, a ta im mocniejsza tym dalej dociera. Na takiej małej przestrzeni, gdzie scena jest otoczona „ekranami dźwiękowymi”(w postaci budynków), od których ta fala się odbija, jest to zabójstwo dla muzyki i dźwięk zagłusza sam siebie (tworzy się efekt „halo”). Trzeba zaznaczyć, że same instrumenty i wokalista byli dobrze ustawieni na konsoli, ale całość była za głośno. A minęły już czasy „im głośniej tym lepiej”. Tak głośna muzyka na tak małej przestrzeni powoduje, że słuchacze nawet nie rozumieją słów (nawet, jeśli tekst jest w języku polskim), nie mówiąc już o aranżacji muzycznej danego zespołu. Muzycy na scenie tego nie słyszą, bo głośniki są do nich tyłem, słyszą tylko czysty dźwięk w „odsłuchach” i ewentualnie dźwięk odbity.

Oczywiście jak najbardziej chwali się takie inicjatywy, które mogą wyciągnąć nas z domu i ubogacić czymś nowym. Wszystko będzie lepsze od „jednorękiego bandyty”:). Miejski Ośrodek Kultury nie śpi na gruszkach i stara się przygotować dla nas atrakcyjne spotkania. Szkoda tylko, że nie da się na nich wysiedzieć…i trzeba zawinąć się z powrotem.

0
Nikt jeszcze nie ocenił tej publikacji. Bądź pierwszy
Twoja ocena: Brak