Skip to main content

Smoleńska sprzeczność Anity Gargas

Trzecia rocznica katastrofy smoleńskiej stała się dla obozu politycznego związanego ze zmarłym prezydentem, śp. Lechem Kaczyńskim, okazją do utwierdzania się w przekonaniu, że polska delegacja lecąca 10 kwietnia 2010 roku do Katynia zginęła w zamachu. Ci, co prezydenta nienawidzili, wciąż podtrzymują, że była to zwykła katastrofa lotnicza.

Jeśli o mnie chodzi, nie wiem, co wydarzyło się w kwietniowy poranek, 3 lata temu, w pobliżu lotniska Siewiernyj w Smoleńsku. Po prostu nie wiem. Wersji o zamachu nie wykluczam, podobnie przypuszczam, że jeśli była to katastrofa, to też nie zwyczajna. A będąca skutkiem „przedobrzenia” przez rosyjską obsługę lotniska, na rozkaz być może centrali w Moskwie, procedur przyjmowania polskiego samolotu w Smoleńsku. Chodzi o podawanie błędnych parametrów, złe naprowadzanie itp… Ot, po prostu Rosjanie chcieli się z Polakami co nieco pobawić, jednak zabawa ta skończyła się tragicznie. W tym kontekście można by było mówić o nieumyślnym doprowadzeniu do katastrofy, jednak gdyby można było udowodnić, że „zabawa ta” miała na celu doprowadzenie do rozbicia się samolotu, wówczas mielibyśmy do czynienia rzeczywiście ze zbrodnią.

Ale jak było naprawdę nie wiem… Tymczasem środowiska skupione wokół posła Antoniego Macierewicza, PiS-u czy „Gazety Polskiej” wiedzą na sto procent, że w Smoleńsku miał miejsce zamach. Dowodzi tego również wywiad z autorką filmu „Anatomia upadku”, Anitą Gargas, jaki ukazał się w ostatnim numerze „Do Rzeczy”. Przez większą część wywiadu dziennikarka „Gazety Polskiej” przekonuje jak to Rosjanie świadomie zatajają dowody, niszczą je, zastraszają świadków – jednym słowem robią wszystko, by ukryć swoją zbrodnię. Ale w jednym miejscu pani redaktor Gargas wpada w pułapkę, której zapewne sama nie zauważyła, mimo że – jak przypuszczam – autoryzowała wywiad. Otóż w części wywiadu, kiedy to Anita Gargas poddaje krytyce polski rząd i polski aparat sprawiedliwości za wszelkie zaniechania związane ze śledztwem i kiedy przytacza przykład polskiego prokuratora, który 10 kwietnia 2010 roku nie zbadał miejsca katastrofy, stwierdza: „Nawet nie próbował wejść na teren katastrofy. To było w momencie, gdy strona rosyjska była gotowa na wspólne prowadzenie śledztwa, tylko nikomu z naszej strony nie przyszło do głowy, by to wyegzekwować”.

Nie wiem jak inni, ale dostrzegam pewną niespójność tego toku myślenia. Bo albo Rosjanie zrobili zamach i od razu czynili wszystko, by go maksymalnie, najlepiej jak się da, zatuszować, albo też „strona rosyjska była gotowa na wspólne prowadzenie śledztwa”. Moim zdaniem, trochę się to kupy nie trzyma.

Można to po trosze wytłumaczyć ogólnym chaosem z jakim w całej sprawie, po obu stronach sporu, mamy do czynienia. Chyba wszyscy, w swojej zapalczywości, po trosze się w tym pogubili. O ile jednak dla zwolenników tezy o zamachu przyszłość może pokazać co najwyżej, że król jednak jest nagi, o tyle dla obrońców tezy, że był to zwykły wypadek lotniczy, skutki pogubienia mogą okazać się znacznie bardziej surowe – tzn. kryminał. Bo co do tego, że po stronie polskich władz miały miejsce kłamstwa, manipulacje, zaniechania i tuszowanie własnej odpowiedzialności, nie ma raczej żadnych wątpliwości.

Paweł Sztąberek www.prokapitalizm.pl

13 kwietnia 2013

5
Ocena: 5 (1 głos)
Twoja ocena: Brak