Skip to main content

Ile naprawdę wynosi inflacja w III RP?

portret użytkownika paweł

W ostatnim 10-leciu podaż pieniądza w Polsce wzrosła o 183 procent. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że coś co kosztowało kiedyś 10 zł, dziś kosztuje 28,30 zł. Wyliczenie to zaprezentowane zostało na blogu independenttrader.pl. Autor tekstu zastanawia się, dlaczego, skoro w ciągu 10 lat nastąpił taki skok cenowy, rząd co rusz ogłasza, że inflacja w Polsce wynosi 1 procent.

Autor bloga przytacza definicję inflacji (za Słownikiem Webstera z 1970 roku), jaka obowiązywała przez kilkadziesiąt lat. Według niej, inflacja to „wzrost ilości pieniądza w obiegu, połączony ze znaczną i nagłą utratą wartości objawiającą się poprzez wzrost cen”. Po 1970 roku definicja ta została poddana pewnej obróbce, co – zdaniem independenttrader.pl – związane jest ze wzrostem podaży pieniądza wywołanym przez politykę banków centralnych. Stwierdzono, że inflacja to wzrost cen towarów i usług. Jak podaje bloger: „Głównym powodem zmiany była próba zerwania linku pomiędzy wzrostem cen, a wzrostem podaży pieniądza. Przeciętny Kowalski ma za wzrost cen obarczać chciwe firmy, a nie bank centralny czy wiecznie zadłużający się rząd”.

„Inflacja jest niczym innym jak tylko kolejnym podatkiem. Tym groźniejszym, że nie dostrzeganym i nie rozumianym przez większość osób. Gdyby ludzie zdali sobie sprawę z rzeczywistej wielkości inflacji szybko dostrzegliby jaka część ich oszczędności jest konfiskowana, ile realnie zabiera im państwo lekkomyślną polityką” – czytamy dalej.

Independenttrader.pl wyjaśnia, jak to się dzieje, że inflacja oficjalnie podawana jest tak niska, podczas gdy w rzeczywistości wynosi ona znacznie więcej. Jedna z metod służących ukryciu prawdziwej skali inflacji polega na sztuczkach statystycznych sprowadzających się do dobierania różnych współczynników w taki sposób, aby oficjalna inflacja nie była zbyt wysoka. „Z inflacji wyłącza się np. ceny administrowane tj. czynsze mieszkaniowe, zaopatrzenie w wodę, kanalizację, wywóz nieczystości, zaopatrzenie w nośniki energii (gaz, energia elektryczna, ciepła woda, centralne ogrzewanie), transport mieszany, usługi pocztowe. Kolejną grupą podlegającą wyłącznie są tzw. ceny najbardziej zmienne tj. usługi administracji państwowej czy usługi prawne. Ostatecznie z wyliczeń inflacji wyłącza się także ceny żywności i energii” – czytamy na blogu.

Politycy mają bardzo duży interes w tym, by wiedza o rzeczywistej skali inflacji nie dotarła do społeczeństwa. Dlaczego? „Gdyby społeczeństwo zdało sobie sprawę z rzeczywistej wysokości inflacji rozbudziłoby to szybko oczekiwania związane z waloryzacją wynagrodzeń oraz płac.” – odpowiada Independenttrader.pl. I dodaje: „Niska inflacja jest uzasadnieniem dla utrzymywania niskich (negatywnych) stóp procentowych. Te z kolei pozwalają kartelom bankowym tanio się zadłużać dzięki czemu rozkwita najbardziej dochodowa inwestycyjno – spekulacyjna część bankowości, która jest przyczyną obecnego kryzysu”.

Jakie jeszcze sztuczki związane z inflacją może stosować rząd? Jest ich sporo, a jedna z nich dotyczy sposobu pomiaru wzrostu gospodarczego: „Aby określić czy mamy wzrost gospodarczy czy recesję, zliczamy wszystkie wyprodukowane dobra oraz usługi i porównujemy ich wartość do poprzedniego roku. Od różnicy w ujęciu procentowym odejmujemy oficjalną inflację. Dzięki niskiej inflacji rząd może zazwyczaj często chwalić się wzrostem gospodarczym pomimo 3-4 % depresji”.

Independenttrade.pl przywołuje – dla zobrazowania rzeczywistej skali inflacji – kilka przykładów. Oto przykładowe ceny z roku 1998 oraz 2013:

- przeciętne wynagrodzenie 1239 zł – 3740 zł – (wzrost o 200%)
- litr benzyny 1,85 – 5,6 zł (wzrost o 202%)
- cena 1 m2 w wielorodzinnym budynku mieszkalnym – 1900 – 4020 (wzrost o 111%)

Powyższe dane nie mówią nam o niczym innym, jak tylko o tym, aby dane podawane co miesiąc przez państwową instytucję, jaką jest Główny Urząd Statystyczny, traktować przynajmniej z lekkim przymrużeniem oka. O ile w ogóle nie patrzeć na nie jako na stek kłamstw. Okazuje się bowiem, że GUS-owska (rządowa!) statystyka rządzi się sobie tylko wiadomymi prawami. Życie natomiast płynie własnym rytmem. Wcześniej czy później i tak zweryfikuje ono wiarygodność danych podawanych przez rządowe instytucje.

Paweł Sztąberek: www.prokapitalizm.pl

Za pafere.org

29 sierpnia 2013

5
Ocena: 5 (3 głosów)
Twoja ocena: Brak