Skip to main content

Rodzina na celowniku

portret użytkownika paweł
rodzina.jpeg

Jeśli mówimy dziś o kryzysie rodziny warto pamiętać, że jest to zjawisko stare jak świat, właściwie tak stare, jak długo rodzina istnieje. Słusznie twierdzi ks. prof. Paweł Bortkiewicz, że za rozpad rodziny odpowiada wiele czynników i że nie jest to jedynie ideologia gender, ponieważ instytucja rodziny przeżywała szereg zawirowań zanim jeszcze ta ideologia się narodziła.

Choć wiele przyczyn zła dotykającego rodziny tkwi w samych ludziach, w ich charakterach, słabościach i niedoskonałości, czyniących ten problem ponadczasowym, nie sposób pominąć wielu czynników zewnętrznych, które nie pozostają obojętne na kondycję współczesnej rodziny.

Omnipotencja państwa

Państwo postrzegane jest często jako organizacja, która powinna rodzinie pomagać i zapewnić jej prawidłową egzystencję. Wiara w omnipotencję państwa w tym zakresie jest tak wielka, że przysłania starą prawdę, głoszącą, że rodzina, jako wspólnota wcześniejsza od państwa, winna być względem niego autonomiczna, co znaczy że państwo nie powinno narzucać rodzinie jakichkolwiek obowiązków, które nie wypływałyby z niej samej. Tymczasem państwo opiekuje się rodziną już od najmłodszego. Na przykład nakazuje szczepić dzieci czy przymusowo wysyła je do szkół pod groźbą oderwania ich od rodzin i umieszczenia w specjalnych ośrodkach edukacyjnych. Narzuca także programy nauczania, które nie zawsze są zgodne ze światopoglądem wyznawanym przez poszczególne rodziny. To wszystko sprawia, że rodzina wywłaszczana jest przez państwo z wielu obowiązków, które winny spoczywać wyłącznie na niej. Skoro szczepienia są niezbędne dla zdrowia bądź też skoro edukacja jest przydatna to czy rodzice nie zadbaliby o te dobra sami? Przymus sprawia, że z jednej strony zwalnia się rodzinę z odpowiedzialności za pewne aspekty życia, z drugiej – gdy trwa on permanentnie, ludzie przyzwyczajają się do niego i przestają dostrzegać, że są jedynie trybikiem w maszynie, że poddani są swoistemu terrorowi. Takimi nieświadomymi ludźmi łatwiej jest manipulować, nie protestują oni, gdy zawłaszcza im się kolejne obszary wolności.

A te obszary zawłaszcza im się chociażby poprzez ustawodawstwo, które pozornie powinno służyć rodzinie. Sztandarowy przykład to ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która tak definiuje pojęcie przemocy, że niemalże pozbawia ona rodziców możliwości wychowywania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami. Na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości znaleźć możemy rozwinięcie poszczególnych zapisów tej ustawy i interpretację niektórych zawartych w niej artykułów. Jest tam na przykład rozróżnienie pomiędzy rodzajami przemocy. Obok „przemocy gorącej” czyli fizycznego znęcania się wymienia się także „przemoc chłodną”. Jak eksperci ministerstwa definiują ten rodzaj przemocy? Przeczytajmy: „Przemoc chłodna jest pozbawiona gwałtownych wybuchów, emocji, przypomina raczej realizację z góry zaplanowanego scenariusza, często stosowana w imię fałszywie pojmowanych >>wyższych celów<< np. konsekwentnego wychowywania dziecka”. Jak zatem tajemniczy eksperci wyobrażają sobie proces wychowawczy jeśli nie jako pewien z góry zaplanowany scenariusz? Pozbawianie rodziców możliwości wychowywania własnych dzieci to jeden z najpoważniejszych zamachów na autonomię rodziny, prowadzący nie tylko do jej dezorganizacji, wszak rodzina ma w pewnym sensie charakter hierarchiczny, ale także do dewaluacji podstawowych pojęć takich jak „ojciec” czy „matka”. Bo czym w takiej sytuacji jest ojciec czy matka skoro zabiera im się prawo bycia pierwszymi i najważniejszymi wychowawcami własnych dzieci? Są oni co najwyżej przedłużeniem ręki państwowej administracji, która przejmuje funkcje pełnione dotąd przez rodziców.

Media w służbie „nowoczesności”

Innym czynnikiem zewnętrznym mającym wpływ na kondycję rodziny są media. Dzisiejsze media głównego nurtu, zwłaszcza największe telewizje czy rozgłośnie radiowe lansują takie style życia, które najkrócej określić można jako prostackie i głupie. Kreuje się nowe autorytety, które młodemu pokoleniu zastępować mają autorytet ojca czy matki, dorosłych zaś modelować mają w taki sposób, by nawet ewidentnie szkodliwe postawy swoich pociech traktować zaczęli oni jako normalne i „na czasie”. Zresztą jak sprzeciwić się chęci własnego dziecka do np. przebicia sobie nosa kolczykiem, skoro taki sprzeciw potraktowany może zostać, zgodnie z obowiązującą definicją „przemocy w rodzinie”, jako działanie „naruszające jego godność i nietykalność cielesną (…) powodującą szkody na zdrowiu psychicznym i mogącym wywołać krzywdy moralne”?

Media pełne są audycji o tzw. potrzebie tolerancji wobec „odmiennych orientacji” czy „równości kobiet i mężczyzn”. Sam kilkakrotnie słyszałem audycje w państwowej radiowej jedynce, podczas których zatroskani redaktorzy w obecności „ekspertów” zamartwiali się jak poradzić sobie z problemem niechcianych ciąż u nastolatek, z czego wypływała oczywista konkluzja, że należy wprowadzić edukację seksualną od najmłodszych lat. W innej audycji przez wiele godzin rozprawiano o przemocy wobec kobiet, z czego wypływał jednoznaczny wniosek, że państwo jeszcze bardziej powinno angażować się w życie rodzin, rozwijać „antyprzemocową” edukację i uświadamiać kobiety, że nie muszą być niewolnicami swoich mężów. Nie zdarzyło mi się natomiast usłyszeć nigdy audycji, podczas której dyskutowano by na przykład o radości jaką daje posiadanie własnej rodziny, w której mówiono by o urokach macierzyństwa czy ojcostwa.

Fałszywe autorytety

Rolę swoistego „czarnego charakteru” kreującego pewne niebezpieczne trendy spełniają tzw. celebryci. Media uwielbiają babrać się w ich życiorysach, a im bardziej paskudny życiorys, tym chętniej jest opisywany. Za informacjami o ludziach z artystycznego półświatka idą historie rojące się od rozwodów, zdrad, poligamii, alkoholizmu, narkomanii czy niechęci do posiadania potomstwa jako przeszkody w robieniu kariery. Rzadko kiedy słyszy się potępienie „gwiazd” za styl życia jaki prowadzą, często natomiast słychać zachwyty nad ich bujnym i „ciekawym” życiem. Choć dla normalnej rodziny życie celebrytów nie może stanowić żadnego wzorca, przedstawiane jest tak jakby takim właśnie miało być, jakby tak miała wyglądać rodzina.

Swoje „zasługi” w działaniach na rzecz osłabienia spójności rodziny odgrywają także różne organizacje pozarządowe, które cechują się tym, że żyją z pieniędzy rządowych czyli podatników. Należą do nich nie tylko organizacje lansujące homoseksualizm jako normę, ale także organizacje feministyczne, które przedstawiają wypaczony obraz relacji między kobietami a mężczyznami, wmawiając społeczeństwu, że kobieta jest u nas prześladowana i dlatego trzeba ją ciągle wyzwalać. I choć feministki z jednej strony sprzeciwiają się uprzedmiotawianiu kobiet, to z drugiej prezentują dość łagodne stanowisko np. w stosunku do pornografii. Gdy dwa lata temu do Polski zjechała słynąca z zamiłowania do sadomasochizmu aktorka porno Sasha Grey, publicystka portalu prowadzonego przez Tomasza Lisa natemat.pl, Karolina Sulej napisała, iż w filmach, w których ona występuje dostrzec można „ogromny emancypacyjny potencjał”. A co pisze pani Sulej w związku z odmową amerykańskich szkół, do których „aktorka” zwróciła się swego czasu z prośbą o umożliwienie jej edukowania dzieci? Przeczytajmy: „Nie docenili jej doświadczenia – tymczasem na przykładzie Sashy Grey na pewno wiele dowiedziałyby się o społecznych stosunkach wiedzy-władzy i to nie tak jak uczy szkoła – o podporządkowywaniu się im, ale o tym, jak manipulować nimi tak, żeby zawsze być niegrzeczną. I nie chodzi o pornografię. Sasha Grey niegrzeczna jest przede wszystkim wobec społecznych schematów”.

Zatem, według feministek, kobieta musi cały czas walczyć o emancypację, musi się wyzwalać nie tylko z okowów norm społecznych, ale także z krępujących ją więzów rodzinnych. Czy realizacji tych celów nie służy chociażby nieformalny przymus pracy kobiet, w sytuacji gdy nadmierny fiskalizm państwa uniemożliwia mężczyznom uzyskiwanie wysokich zarobków? Kobieta poza domem to dopiero kobieta wyzwolona!

Przejawy kryzysu i drogi wyjścia

Jak przejawia się dziś kryzys rodziny? Rosnąca liczba rozwodów przy jednoczesnej malejącej liczbie ślubów jest najlepszym dowodem na to, że dzieje się coś niedobrego. Według danych GUS obecna sytuacja jest pod tym względem najgorsza od 1945 roku. Rozpada się coraz więcej rodzin z wieloletnim stażem. W Województwie Dolnośląskim, w 2011 roku liczba rozwodów była o 2 tys. wyższa niż liczba ślubów. Ta niekorzystna tendencja występuje również w innych regionach Polski. Zanikają więzi międzypokoleniowe, dzieci przestają czuć odpowiedzialność za starych rodziców, a opiekę nad nimi przejmuje państwo. Rodzice coraz bardziej tracą kontrolę nad własnymi dziećmi, coraz powszechniejsza staje się akceptacja przez nich postaw, które dawniej były jednoznacznie potępiane, np. związków niesakramentalnych czy wczesnej inicjacji seksualnej. Nasila się zjawisko alkoholizmu, u źródeł którego często leży brak perspektyw na przyszłość i bezrobocie. Coraz większa liczba rodzin staje się beneficjentami różnych form opieki socjalnej państwa. Rośnie liczba rodzin uzależnionych od zasiłków, które nie rozwiązują problemów, a jedynie utrwalają w ludziach przeświadczenie, że można nie pracować a mieć. Spójności rodzin nie sprzyja także emigracja zarobkowa.

Kryzys rodziny nie pozostaje bez wpływu na jakość życia społecznego, w tym na sytuację gospodarczą. Amerykański badacz Mitch Pearlstein w książce „Od upadku rodziny do załamania Ameryki” stwierdza, że choćby nie wiadomo jak dobry plan naprawy gospodarki został zaproponowany przez polityków to i tak ma on niewielkie szanse powodzenia ze względu na niebywałe rozbicie rodzin w USA. Ta zasada dotyczy także innych krajów. Także Szwecja stawiana często za wzór postępu i nowoczesności, w istocie jest najlepszym przykładem tego, jak państwo poprzez inżynierię społeczną jest w stanie zniszczyć rodzinę. I nawet ten wzór „postępu” i „nowoczesności” popadł, jak niedawno podano, w gospodarczą recesję.

Jakie są zatem drogi wyjścia z tej trudnej sytuacji? Politycy, a za nimi rzesze ludzi , ratunku upatrują w jeszcze większym zaangażowaniu państwa. Tymczasem droga powinna być całkowicie odwrotna. Pytanie nie powinno brzmieć: „co państwo może jeszcze zrobić dla rodziny?”, lecz co zrobić, żeby państwo wreszcie się od rodziny odczepiło. Konieczne są głębokie zmiany w prawodawstwie dotyczącym gospodarki i sfery socjalnej – tę pierwszą należy maksymalnie uwolnić, tę drugą zaś maksymalnie ograniczyć. Anulować trzeba wszelkie ustawy, które godzą w autonomię rodziny i zwrócić rodzicom prawo do decydowania o tym, w jakim duchu mają być wychowywane ich własne dzieci. Wówczas każdy normalny rodzic bez żadnych konsekwencji dla siebie czy dla dziecka wyrzuci np. ideologię gender tam, gdzie jest jej miejsce czyli na śmietnik historii.

Mich Pearlstein stwierdza, że niezbędne jest również odrodzenie kulturowe oraz religijne. Dziś, zauważa on, zbyt wiele kobiet i zbyt wielu mężczyzn prowadzi nieuporządkowane życie. Zatem duże wyzwanie stoi także przed Kościołem.

Paweł Sztąberek: www.prokapitalizm.pl

1 maja 2014

5
Ocena: 5 (1 głos)
Twoja ocena: Brak